DSC_4294

CZASAMI TRZEBA SIĘ SPRAWDZIĆ

autor: Sylwester

Witajcie! 😉

Jak wszyscy wiemy mamy Nowy Rok 2016 ! Zaczął się mroźnie i wietrznie, a już myślałem, że wiosna niedługo nas zaskoczy 😀 Siostra pokazała mi niedawno zrobione zdjęcia bazi !!  Każdy z nas zapewne inaczej witał Nowy Rok. Ja na przykład postanowiłem spędzić 1szy stycznia w lesie, aby sprawdzić swoje obecne umiejętności przetrwania w warunkach hardcore’owych. Postawiłem przed sobą zadanie – posiadając tylko krzesiwo rozpalić w lesie ognisko, które mnie ogrzeje, a następnie utrzymać je przez pełną godzinę. Z pozoru zadanie bardzo łatwe, bo przecież co to trudnego ogień rozpalić, ale jak już doświadczyłem rok temu, wymaga to sporej wprawy i dużo myślenia. Dla dodatkowego eksperymentu, pierwsza podjęta przeze mnie próba rozpalenia ognia zakładała, że jestem niedoświadczonym w tym temacie kolesiem i chcę po prostu rozpalić sobie ogień. Gdzieś tam usłyszałem, że odrobina kory z brzozy świetnie nadaje się na rozpałkę, a potem to przecież już idzie samo. Więc pierwsza próba polegała na tym, że z pobliskiej brzozy zdjąłem trochę kory (tej wyschniętej oczywiście), połamałem kilka suchych patyczków i wziąłem się do dzieła. Oczywiście zacząłem od oczyszczenia miejsca na ognisko. Zacząłem rozpalać. Od iskry kora zapaliła się dość szybko, ale równie szybko się wypaliła – nie zdążyłem nawet dodać patyczków, a z palącego się ognia pozostał tylko słaby, momentalnie gasnący żar. Spróbowałem raz jeszcze, lecz moje starania spełzły na niczym. Ostatecznie postanowiłem użyć zgromadzonej przeze mnie wiedzy i zrobić to porządnie, więc znów musiałem opuścić mój prowizoryczny obóz. Tym razem zgromadziłem znacznie więcej kory brzozowej, do tego urwałem sporo suchych traw, które rosły obok lasu. Połamałem suche patyczki na bardzo cienkie kawałki, do ich rozłupywania użyłem noża. Do tego dodałem jeszcze suche polana, które udało mi się znaleźć już w pobliżu obozu. Wszystko wymagało sporej organizacji, poukładałem wszystkie składniki na ognisko w kupki, aby móc szybko i sprawnie dodawać kolejne porcje drewna. Tym razem poszło o wiele sprawniej. Kora z brzozy szybko się zapaliła, potem dodawałem sukcesywnie traw, aby osiągnąć odpowiednią temperaturę płomienia/żaru. I to ten właśnie moment w całym procesie był najbardziej pracochłonny, gdyż żar bardzo szybko tracił ciepło więc trzeba było działać szybko, ale też nie ,,zadusić” ognia. Dopiero później, gdy już miałem sporo żaru, mogłem dodawać małe i stopniowo coraz większe patyczki. Te większe polana układałem obok ogniska, aby mogły przeschnąć. Oczywiście sporo dmuchałem na ognisko, aby osiągnąć jeszcze wyższą temperaturę. Jestem trębaczem, więc u mnie nie było z tym problemu, jednak dla mniej wprawionych ,,dmuchaczy” proponuję znaleźć większy kawałek grubszej kory i machając nim ,,dotleniać” ogień 😉

Muszę przyznać, że las zimą o 17 jest naprawdę przytłaczający. Mróz szczypie w twarz (jedyna odkryta część ciała dzisiaj), jest ciemno, wiatr huczy. Dlatego właśnie rozpalenie ogniska w takiej sytuacji jest tak ważne, bo od momentu pojawienia się ognia człowiek od razu ma bardziej pozytywne myśli. Nawet samotność nie dokucza wtedy tak bardzo. Można skupić swoje myśli na przetrwaniu. Tak jak mówił Bear Grylls – odpowiednie nastawienie to połowa sukcesu.

Na fotce ja w osprzęcie zimowym. Przy lewej nodze nowy nóż-prezent-samoróbka. Naprawdę się sprawdził. Do tego kurtka narciarska zdecydowanie dała radę. Pod rękawicami roboczymi (noszę je ze względu na dobrą przyczepność) miałem jeszcze zwykłe wełniane rękawiczki. Pod spodniami na temperatury minusowe konieczne kalesony. No i oczywiście dwie pary ciepłych skarpet, bo moje buty nie są super ocieplane. Ubiór jak najbardziej spełniał swoją funkcję, utrata ciepła była zminimalizowana. Wypad uważam za jak najbardziej udany, powrócił respekt do natury i jej surowych praw.

A czy Ty zastanawiałeś się co byś zrobił, gdyby Twój samochód odmówił posłuszeństwa na trasie w środku lasu w nocy? Myślę, że warto postawić się w takiej sytuacji choćby w wyobraźni 😉

 

DSC_4294

4 comments on “CZASAMI TRZEBA SIĘ SPRAWDZIĆAdd yours →

  1. Mówisz że korą brzozy najlepiej jest zacząć rozpalać ogień. Co jeśli w naszej okolicy nie ma żadnej brzozy? Musi być o wiele ciężej rozpalić rozpalić ogień w podobnych warunkach nie posługując się taką korą. Czy udało Ci się w ten właśnie sposób rozpalić ogień?

    1. Przyznam Ci się szczerze, że w tych ciężkich warunkach nawet nie próbowałem rozpalać ognia bez pomocy kory brzozy 😉 Zazwyczaj po prostu miałem ją w pobliżu, szczególnie w Polsce brzoza to bardzo powszechnie rosnące drzewo. Ale bardzo dobrze iskrę łapały też suche trawy, na które trafiłem na skraju lasu 😉 oczywiście kora brzozy pali się dłużej, niż małe kawałeczki suchych traw, przez co właśnie łatwiej jest uzyskać wyższą temperaturę i stopniowo powiększać nasze źródło ciepła, a uwierz mi, że w tamtych ekstremalnych warunkach ciepło bardzo szybko uciekało 😉 Czytałem również, że dobrą hubką są kawałki gumy tej do opon (kiedyś faktycznie słyszałem o trudnych do opanowania pożarach opon). Sam jeszcze tego nie testowałem, choć w niedalekiej przyszłości zamierzam to sprawdzić 😉

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *